
Kai to nasz drugi piesek rasy Hokkaido. Rasy, w której się zakochaliśmy adoptując Lancelota. Kai jest bratem Lancelota - z następnego miotu, po tych samych rodzicach. Jego pierwsze spotkanie z nami i pierwsze wrażenia - to zupełne przeciwieństwo tego, co przeżyliśmy z Lancim. Chociaż już po tygodniu widać było, że ma równie dominujący charakterek i trzeba nad nim mocno popracować, był jednak taki słodki, milutki i pełen życia, że natychmiast wypełnił pustkę po swoim bracie.
Kai zwany też przez nas Kajusiem, Kajtkiem, Kajtuchą - jest bielusieński jak tata i Lanci, ale o wiele mocniejszy, silniejszy, zwarty i krępy. Nie lubi spać i leniuchować i nie boi się żadnych psów. Bez przerwy chce się z nami bawić. Straszny z niego cwaniak i pieszczoch, chociaż "gada" nieco mniej niż Lancelot. Kai jak na razie jest doskonałym przykładem rasy i zapowiada się świetnie
wystawowo. Mamy nadzieję, że szalejąc z resztą naszych psów nie nabije sobie zbyt wielu guzów. ;-)
Kajtek jest bardzo pracowitnym rozrabiaką, którego optymizm i wiecznie uśmiechnięta morda rozbraja nas za każdym razem, gdy popełni jakieś psie przestępstwo. ;-) (Najczęściej są to głebokie dołki, w całym ogródku, ukrywanie się po "przestępstwie" i permanentny brak skruchy). Kai jest tak towarzyski, że chyba nie wyobraża sobie życia bez ludzi i psów. Z marszu zaprzyjaźnił się z naszymi haszczakami, pokazując że sie ich nie boi, ale nie wchodząc im zbytnio w paradę. Bez problemu kazał się wpuszczać do nich, nie bojąc się "łomotu". O dziwo, do dziś psy traktują go z wielką ulgą, nie wyładowując na nim swoich psich frustracji ;-).
Generalnie, stał sie jednym z nich w błyskawicznym tempie.
Kai jest bardzo pojętny, ale nigdy nie ma czasu na naukę. Wiecznie jest w ruchu, ciągle "ziaje" pyskiem, NIGDY NIE PRZESTAJE MERDAĆ OGONEM. Nawet gdy dostaje burę, i to taką solidną - ciągle się cieszy i śmieje.

Kai, jak na "japończyka" przystało jest psem terytorialnym. Uwielbia swoje punkty obserwacyjne w ogrodzie, czyli górkę pod jesionem oraz namiot w choinkach. Cierpi, gdy musi siedzieć sam w swoim kojcu, łazi po siatce, żeby z niego wyjść, wyje jak opętany i rozlewa wszystko, co popadnie. Straszny z niego brudas, bandyta i... sportowiec. Gdy wyskoczy z domu, samochodu czy kojca, musi najpierw zrobić kilkadziesiąt rundek dookoła ogrodu i sprawdzić wszystkie kąty. Jego ulubioną zabawą są biegi na dystansie 36,6 metrów, czyli wzdłuż przedniego ogrodzenia ogrodu. Wytuptał już baaardzo głęboką ścieżkę pod choinkami, biegając sprintem w tę i spowrotem, gdy tylko zbliża się do nas ktoś lub coś.
Jest żarłoczny, wiecznie nienażarty i uwielbia pić wodę "płynącą", bo stojąca, jest za nudna. Wśród wszystkich naszych psów ma dwójkę szczególnych przyjaciół - małą, ale najstarszą w stadzie Zośkę, która daje mu czasem popalić, ale z którą potrafi się cudownie bawić i której pozwala ze sobą robić wszystko. A także Duszę - czyli ostatniego w hierarchii haszczego stada - psa husky, który zapałał do Kaia specjalną, odwzajemnioną miłością.
Kai jest też złodziejem wszystkich psich zabawek, które znosi pod Jesiona i niestrudzonym porannym ptaszkiem - wstaje codziennie punkt 6 rano. Świetnie stróżuje, aczkolwiek nie jest tak ostry jak Lancelot. Ma nas ciągle na oku - gdzie my tam i Kai. Dzielnie asystuje w pracach domowych, ogrodowych i złotorączkarskich w garażu i szopie. Gdy śpi w domu - wstaje kilka razy w nocy, żeby sprawdzić, czy każdy śpi na swoim miejscu ;-)
Z bardziej wyrafinowanych zabaw Kaia: sikanie bez podnoszenia nogi, czyli puszczanie sików pomiędzy przednimi łapami i łapanie strumienia pyskiem ;-). Jest rozbrajającym słoneczkiem, zawsze u naszego boku.
W TYM MIEJSCU CHIELIBYŚMY PODZIĘKOWAĆ IWONCE MIŚKIEWICZ Z TAJGETY - ZA WSPARCIE PSYCHICZNE PRZY ADOPCJI LANCELOTA, A POTEM ZA TAK CUDOWNEGO I PIĘKNEGO PSA JAKIM JEST KAI. NIE BYŁOBY U NAS HOCKÓW, GDYBY NIE POMOC I KILKADZIESIĄT GODZIN ROZMÓW TELEFONICZNYCH Z LILKĄ ROZMYSŁOWICZ Z HODOWLI akit MATAGIINU.