
Usha jest z nami od niedawna. Przyjechała z nami do Polski w październiku 2005 roku jako dziesięciomiesięczna sunia. Postanowiliśmy skorzystać z okazji i sprowadziliśmy do Polski suczkę, w której rodowodzie znajdują się dotąd nieobecne w Polsce linie hokkaido. Pierwsze kroki Ushy u nas były dosyć trudne, bo Usha początkowo jest bardzo nieufna w stosunku do obcych ludzi. Nie lubi narzucania się, i sama musi "obadać" wszystko nowe, żeby sie przekonać, co to takiego ;)) Niemniej jednak, już po kilku dniach była zupełnie "nasza". Jest cudowną przylepą, pokojowo nastawioną do wszelkiego zwierza i człowieka. Jest słodziutką bombką, naszą tłustą foczką, nie potrafiącą żyć bez ludzkiego towarzystwa. Chce się przyjaźnić z wszystkimi naszymi zwierzakami i uwiebia przypatrywać się naszym huskim. Naśladuje wszystkie nasze psy, a w szczególności Kaia, za którym biega krok w krok.
Jest strasznym pieszczochem, i bardza całuśnym stworem, i gdyby mogła, to chyba lizałaby nas całymi dniami. Co bardzo nas zdziwiło, Usha jest bardzo posłusznym psem. W hodowli, z której przyjechała, chodziła wraz ze swoją mamą i siostrą na spacery, zupełnie luzem. I dlatego nie przyzwyczajona była do chodzenia na smyczy. Na początku nie wiedzieliśmy co jest grane, bo za każdym razem, kiedy zakładaliśmy jej obrożę, piszczała ciągnąc się sama na smyczy ;-)). Podobnie było, gdy pierwszy raz zapięliśmy ją wraz z innymi naszymi psami na stake`out na zawodach. Usha, po prostu się "zawieszała", czyli stała przez kilkanaście minut zupełnie nieruchomo. Ale już drugiego dnia doskonale wiedziała o co chodzi, i oczywiście bawiła się świetnie, naśladując to, co robił Kai i szóstka naszych huskich - wyła, śpiewała, tańczyła w kółko i zaczepiała inne psy na stake`oucie.

Baliśmy się bardzo, że hokka wzięta w takim dosyć późnym wieku przysporzy nam w domu wielu kłopotów, zwłaszcza z posłuszeństwem oraz w stosunku do reszty naszego, dosyć dobrze zintegrowanego i zaprzyjaźnionego stada. Tymczasem okazało się, że swoim charakterem przekonała do siebie całą watahę, pozbawiając nas hipotetycznego problemu. Z drobnych przewinień niczym nie różni się od reszty dorastających psów. Trochę rozrabia w ogródku, poprzesadzała nam kilka kwiatków i po swojemu poustawiała doniczki ;).
Kai natomiast zachowuje się jakby Usha była z nami od zawsze, i już. ;-) Oczywiście, czasem pokazuje jej gdzie jest jej miejsce, ale taka to już jego władcza natura.
Od jakiegoś czasu Usha z Kaiem stanowią nieodłączną parę. To dosłownie psia wersja papużek-nierozłączek. Muszą być koło siebie w przyczepie, muszą razem jeść, mieszkać i się bawić. Nie ma mowy o pozostawieniu jednego w kojcu, a zabraniu, badź wypuszczeniu drugiego z nich. Wrzeszczą jak zarzynane, jedno i drugie. Jak jedno zaczyna gadać, to drugie się nakręca i robi to samo, jak jedno zaczyna wisieć nam na łokciu, drugie koniecznie wisi na drugim. Uwielbiają z lubością przytulać sie do nas na stojąco i zastygać w tej pozie na kilkanaście sekund. Razem wprowadziły w nasz dom tak wielką serdeczność, przyjaźń, że koniecznie, za wszelką cenę muszą się nią dzielić z nami. Teraz widzimy ze zdwojoną siłą, jak Hokki przecudnie potrafią okazywać swą miłość i przywiązanie do nas ;-)))
Debiut wystawowy Ushy w Polsce planujemy na wystawie klubowej w Legionowie w lutym 2006 roku.